Poradnik

Alarm osobisty czy codzienne sprawdzenie? Czego rodzic naprawdę potrzebuje

Alarmy osobiste i codzienne sprawdzenia bywają mylone — sprzedaje się je tym samym zatroskanym rodzinom, choć rozwiązują naprawdę różne problemy. Szczere porównanie tego, do czego każde z nich naprawdę służy, ich ograniczeń oraz jak rozpoznać, czego potrzebuje Twój rodzic (często obu naraz).

Dwie rzeczy mieszają się ze sobą w chwili, gdy rodzina zaczyna szukać otuchy w związku z rodzicem mieszkającym samotnie: alarm osobisty i codzienne sprawdzenie. Brzmią podobnie, sprzedaje się je tym samym zatroskanym synom i córkom, a ludzie często kończą z niewłaściwym z nich — albo sądzą, że muszą wybierać, choć wcale nie muszą. Rozwiązują naprawdę różne problemy. Oto szczera różnica.

Do czego służy alarm osobisty (teleopieka)

Wisiorek lub opaska na nadgarstek z przyciskiem. Naciśnij go — po upadku, nagłym pogorszeniu, przy złym samopoczuciu — a połączy się z całodobowym centrum monitorowania, które może porozmawiać z rodzicem i wysłać pomoc. Niektóre dodają automatyczne wykrywanie upadków. To sprzęt ratunkowy: całym jego zadaniem jest chwila, gdy coś idzie nie tak. Jeśli rodzic jest realnie zagrożony upadkami albo ma schorzenie, które może się nagle pogorszyć, to jest właściwe rozwiązanie i nic tutaj go nie zastępuje.

Jego szczere ograniczenia: działa tylko wtedy, gdy jest noszony i naciśnięty. Wielu starszych ludzi zdejmuje wisiorek, zostawia go przy łóżku albo w ogóle nie chce nosić „alarmu dla staruszków". I na zwyczajny dzień nie mówi nic — z założenia milczy aż do kryzysu.

Do czego służy codzienne sprawdzenie

Codzienne sprawdzenie odpowiada na zupełnie inne, cichsze pytanie: czy wszystko u nich dziś dobrze? — bez czekania na nagły wypadek. Raz dziennie rodzic daje znać, że nic mu nie jest, a Ty po prostu wiesz. To otucha, nie ratunek: nie wezwie karetki i nie ma temu służyć. Usuwa natomiast to ciche, codzienne niewiedzenie między telefonami.

Jego ograniczenie jest lustrzanym odbiciem ograniczenia alarmu: nie jest do nagłych wypadków. Pominięte sprawdzenie mówi rodzinie, by zajrzała — nigdy służbom ratunkowym.

To którego z nich potrzebuje Twój rodzic?

Z grubsza:

  • Realne ryzyko upadków lub nagłego zdarzenia medycznego? → najpierw alarm osobisty / teleopieka. Rzecz nie do negocjacji przy prawdziwym zagrożeniu ratunkowym.
  • Zasadniczo dobrze, ale nosisz w sobie to codzienne „czy nic im nie jest?" → codzienne sprawdzenie.
  • Jedno i drugie prawdą? → miej oba. Nie konkurują ze sobą; obejmują różne godziny tego samego niepokoju.

Błędem jest kupowanie alarmu ratunkowego, by ukoić codzienny niepokój (a wtedy leży on cicho, a Ty i tak się zamartwiasz), albo poleganie na sprawdzeniu tam, gdzie realne ryzyko upadku wymaga monitorowanego alarmu.

Gdzie plasuje się My Companion

My Companion stoi zdecydowanie po stronie sprawdzenia: łagodne dotknięcie przycisku raz dziennie przez rodzica — kiedy mu pasuje, nie o ustalonej co do minuty porze — spokojne „wszystko w porządku" dla Ciebie, a jeśli dzień minie — najpierw przypomnienie dla niego, potem sygnał do rodziny, krok po łagodnym kroku. To nie urządzenie medyczne ani ratunkowe i nie zastępuje alarmu wisiorkowego ani linii opieki; to niewielki płatny abonament (z bezpłatnym okresem próbnym), prywatny z założenia i nie inwigilacja — rodzic dotyka przycisku z własnego wyboru, a Ty widzisz spokój, nie ich ruchy. Tak mocno trzymamy się tej granicy, że napisaliśmy dlaczego nasz przycisk Pomocy nie jest przyciskiem alarmowym oraz czym My Companion jest — a czym nie jest.

Jeśli wciąż ważysz cały obraz, martwisz się o rodzica mieszkającego samotnie? przeprowadza przez wszystko, co pomaga — alarmy i sprawdzenia włącznie.

Artykuły